Blog z opowiadaniami o boys love, lub jak niektórzy inaczej nazywają o tematyce yaoi czyli miłości pomiędzy dwoma mężczyznami. Jeżeli nie lubisz tego typu rzeczy po prostu wyjdź. Resztę zapraszam do czytania rozdziałów. Lżejszą formą yaoi jest shounen-ai. Damessa

Statystyka

niedziela, 16 listopada 2025

"Dove stai andando?" - 6

Zapraszam do wciągnięcia się w Rzymską przygodę, pełną włoskich akcentów i kulturowych smaczków. 

 Nutka do wczucia 

*

Siedziałem całe dwie godziny na tej wielkiej kanapie, ignorując to o czym Dolores rozmawiała z moimi nowymi opiekunami. Kiedy kobieta wstała, poczułem jak łzy zaczynają pojawiać się w moich oczodołach, niczym kołderka przykrywając moje źrenice. Ciecz rozmyła mi obraz, a serce przyśpieszyło. Jakby to, że wychodzi oznaczał dla mnie koniec mojego dawnego życia.

Zanim wyszła, spróbowała na pożegnanie jeszcze mnie uściskać. Nie słyszałem co chciała mi przekazać bo w uszach miałem słuchawki z włączonym spokojnym kawałkiem rapowym. Podniosłem dłoń, blokując jej drogę w moją stronę. Zamiast uścisku, ściągnęła mi kaptur i zmierzwiła czekoladowe włosy. Pewnie życzyła mi powodzenia, czy coś ale miałem to zupełnie w dupie. W tym momencie była głównym powodem dla którego tu jestem. 

Dolores wyszła, a ja zostałem w tym dziwnym, obcym świecie zupełnie sam. 

Wstałem, nie zwracając uwagi na pana Giuseppe, który położył dłoń na moim ramieniu, mówiąc coś do mnie. Zerwałem się jak dzikie zwierze i pobiegłem do pokoju który wcześniej mi wskazano. Zupełnie jak więzień, który dobrowolnie wraca do swojej celi. Nie chciałem ani rozmawiać z tym głupim małżeństwem, ani na nich patrzeć. Gdyby Dolores nie udało się nawiązać z nimi kontaktu, nigdy bym się tu nie znalazł. Gówno mnie obchodzi jak daleką rodziną są i czy w ogóle znali mojego ojca. Ja go nie znałem i mam tego całego zamieszania dość. Tylko idiota wyprowadził by się z centrum wszechświata jakim jest Ameryka do jakiejś wsi zwanej Europą.  

Trzasnąłem drzwiami i błagałem w myślach, aby żadne z nich nie próbowało wchodzić. Pokój trzeba przyznać, przeszedł moje wyobrażenia. 

Poranne światło rozświetlało piękną drewnianą, brązową podłogę. Promienie odbijały się w przezroczystych kulkach, które były zwisającymi z sufitu żyrandolami. Trochę przypominały kryształy, albo krople rosy o poranku skapujące z trawy. Klimatyzator wisiał na ścianie nad równie pięknym co podłoga biurkiem, zabudowanym na całą szerokość ściany kończąc się komodą. Wszystkie meble w tym łóżko, położone w centralnej części pokoju były bardzo piękne i wykonane na zamówienie przez stolarza. Sufit był podwieszany i miał wbudowane ciepłe oświetlenie halogenowe, które przez wiele następnych dni rozchmurzało moją ponurą minę.

Największe wrażenie robił taras, który miał wiele kwiatów w różnej wielkości donicach. Od całkiem małych po niesamowicie ciężkie i pękate. Nie znałem nazwy żadnego z nich, ale nie przeszkadzało to aby moja dłoń przejechała po czubkach różnokolorowych płatkach, liściach i łodygach. Wychyliłem się zza niską, metalową barierkę. 

Miasto było tak stare, że wykręcało mi wnętrzności. Ulica powoli wypełniała się dziwnie ubranymi ludźmi. Przypatrywałem się ich zachowaniu i skuterom które pojawiały się z każdej strony. Po co komuś tak mało wydajny, niewygodny sposób transportu..

Nie mogłem uwierzyć na to jak wąskie są niektóre widoczne uliczki i jak wielu ludzi idzie piechotą. Horyzont pokrywały dziwne budynki, które nie były wieżowcami. Nie wiedziałem jak mam nazwać ten styl architektoniczny, ale rzeźbienia i te różne kolory sprawiały, że na mojej twarzy pojawiał się grymas. Nigdy nie widziałem tak brzydkiego miasta.

Opadłem na kafelki. Słońce jeszcze zbytnio tu nie docierało, to musiała być południowa strona. Za to jedno z trzech okien w pokoju musiało wychodzić na wschód bo to tam promienie światła były najintensywniejsze. 

Delikatny wietrzyk mierzwił mi przyjemnie włosy, łaskocząc powieki i czoło kosmykami. Niebieski odcień czystego nieba otaczał moje oczy z każdej strony. Czułem się tak cudownie zrelaksowany, że przymknąłem na chwilę powieki. Nie zauważyłem kiedy zmęczenie obezwładniło ciało i zaciągnęło do krainy Orfeusza.  

Kiedy otworzyłem oczy słońce było już po stronie tarasu. Zalało swoim złotym blaskiem każdy kącik i miejsca pomiędzy doniczkami. Poczułem, że moje policzki są mokre. Nie pamiętałem aby cokolwiek mi się śniło, ale czy to możliwe że rozpłakałem się przez sen? 

Przeciągnąłem się, rozciągając zastane kości które bolały z braku ruchu i leżenia na twardej powierzchni. W jednej chwili poczułem jak burczy mi w brzuchu. Ostatnie co jadłem to na przesiadce w kanadzie poutine, które finalnie i tak zwymiotowałem w samolocie w łazience. Poczułem również potrzebę wypróżnienia. W pokoju niestety nie było żadnych dodatkowych drzwi prowadzących ani do szafy ani do łazienki. Czyżby w tej barbarzyńskiej Europie ludzie w mieszkaniach mieli tak mało miejsca, że łazienka i toaleta były pojedyncze w domu, a nie dla każdego pokoju? 

Myśl, żeby wyjść na zewnątrz i szukać owego pomieszczenia była tak samo przyjemna jak myśl o wizycie u dentysty. Westchnąłem, przecierając dłońmi twarz i włosy. Nie mogłem już dłużej wytrzymać. Zrobiłem jeszcze parę runek z pokoju i na taras w poszukiwaniu innego wyjścia, ale jak było od razu wiadomo, inna opcja skazana była na porażkę. 

Uchyliłem delikatnie drzwi, tak aby nie wydały z siebie żadnego dźwięku i wysunąłem stopę poza framugę. Korytarz był zupełnie pusty, a dom całkiem cichy. 

nutka na wczucie

Szedłem korytarzem niczym tygrys na polowaniu. Kroki były płynne, ale wolne tak dla pewności gdyby któraś z drewnianych desek na podłodze jednak chciała zaskrzeczeć i mnie wydać. Otworzyłem pierwsze drzwi po prawej stronie od pokoju z którego wyszedłem, które okazały się prowadzić dokładnie do pomieszczenia którego szukałem. Wszedłem cichutko zamykając za sobą drzwi i odetchnąłem. Podniosłem deskę klozetową. Rozpiąłem jeansy które miałem na sobie i spuszczając je wraz z bielizną usiadłem na toalecie. Kiedy miałem moment ulgi i przez chwilę zapomniałem o problemach dnia zacząłem się rozglądać po łazience. 

Zaraz obok muszli klozetowej była kolejna, zwana bidetem. Jeszcze wtedy takie wynalazki były mi zupełnie nieznane i obiekt niezwykle mnie zafascynował. 

- Po cholerę im dwa kible w jednej łazience, czy oni są na tyle zboczeni że załatwiają swoje potrzeby parami? Obrzydliwe. 

Zaraz po tym do moich uszu dotarł dźwięk wody. O mało nie dostałem wtedy zawału. Po drugiej stronie łazienki w głębi zobaczyłem pusty prysznic i sporych rozmiarów wannę, z której wychodził chłopak z rana. Stał całkiem nagi, ociekając wodą. Moje oczy zatrzymały się na jego męskości. Wcale nie próbował się zasłaniać. Pewnym krokiem podszedł do pułki z ręcznikami i wytarł sobie twarz, nie przejmując się że niektóre części jego ciała zostały wystawione na pokaz. Mimowolnie przetaksowałem go spojrzeniem zauważając, że na pewno musi chodzić na siłownie bo ciało miał zbudowane jak atleta. 

Wrzasnąłem zasłaniając się jak idiota. O mało co nie spadłem z toalety kiedy próbowałem w panice założyć spodnie. A on jak gdyby nigdy nic założył sobie ręcznik na biodra i wyszedł z nonszalancką miną zaszczycając mnie tylko jednym przelotnym spojrzeniem.

- Ma lo sai che è un bidet, genio? - Ale wiesz, że to jest bidet geniuszu?* tłumaczenie dla was.

Usłyszałem jego głos kiedy odwrócił się zanim zniknął za drzwiami, uprzednio przekręcając zamek. 

Serce waliło mi jak szalone. Uniosłem dłonie do góry które dygotały, tak jak reszta mojego ciała. Chwyciłem w dłonie papier, czując falę wściekłości. Owe uczucie ciężko było określić, bo wynikało z wielu faktów. Dopiero teraz mogłem rzucić okiem po pomieszczeniu. 

Łazienka była jedynym małym pomieszczeniu w tym apartamencie. Wysokie okno wpuszczało jednak dużo światła. Była tu sporych rozmiarów wanna, oraz osobny prysznic. Pomieszczenie było tak ustawione, że wanna nie była widoczna na pierwszy rzut oka, bo przed nią była ścianka i prysznic. Nie wiedziałem jeszcze wtedy po co robić i wannę i prysznic skoro jednocześnie może myć się tylko jedna osoba. Po prostu zobaczyłem prysznic i nie spodziewałem się już wanny. Umywalki były dwie, jedna przy drugiej, w zasadzie wykute z jednego kawałka marmuru w kolorze piaskowym. Po drugiej stronie była szafka z ręcznikami.

Załatwiłem to co musiałem i wyszedłem, widząc w lustrze, że moja twarz nadal pokryta była czerwonym kolorem. To była najbardziej żenująca sytuacja w moim życiu, a raczej nie, ale dotychczas tak właśnie mi się wydawało. 

Schowałem się w pokoju, rzucając się na łóżko. Schowałem twarz w poduszki, nie mogąc uwierzyć w to co się stało. 

- To jego wina, mógł przecież zamknąć drzwi. A może specjalnie zostawił je otwarte, przecież włosi to zboczone zwyrole. Tylko czemu akurat ja..

Zawyłem z frustracji i przekręciłem się na plecy dysząc. 

- Jak ja mam teraz wyjść z pokoju i udawać, że wcale nie widziałem go nago. Pieprzyć to ten makaroniarz i tak zapewne gada tylko po włosku. Jeden chuj czy nagada na mnie swoim rodzicom i tak ich nie rozumiem. 

Moje rozmyślenia zostały przerwane przez pukanie do drzwi. Wstrzymałem oddech, bojąc się że za drzwiami stoi włoska krucjata w postaci tego dupka, albo co gorsza całej trójki. I przez chwilę na prawdę rozważałem ucieczkę, alko skok przez taras z piątego piętra. Zerwałem się z łóżka i w panice wyskoczyłem na taras. Jak w transie, rozpaczliwie szukałem jakiejś pomocy. Aż w końcu przylgnąłem do ściany tarasu i błagałem w myślach aby nie było mnie widać. 

Usłyszałem pukanie jeszcze kilka razy aż w końcu drzwi się otworzyły, a ja zacisnąłem powieki. 

- Tesoro, hai un po’ di fame? Ho fatto da mangiare. 

Po chwili jednak damski głos się zreflektował i powtórzyła już po angielsku z silnym włoskim akcentem:

- Skarbeńku, jesteś może trochę głodny? Zrobiłam coś do jedzenia. Zejdziesz do salonu?

Więc nie chodziło o przypał z łazienki. Odetchnąłem i dopiero teraz otworzyłem oczy. Wychyliłem się zza winkla i kiwnąłem twierdząco głową. Kobieta chyba była trochę zaskoczona, że jestem w pokoju, ale już za chwilę uśmiechnęła się do mnie bardzo promiennie i szeroko zapraszając mnie gestem ręki żebym za nią poszedł. Chwyciłem z łóżka jeszcze słuchawki i discmana. 

Blondynka prowadziła mnie trzymając na moich plecach swoją ciepłą dłoń. Czułem maksimum dyskomfortu, ale nie mogłem uciec skoro już pokiwałem głową że zjem. Ponadto mój brzuch grzmiał jak wyjątkowo głośna burza. 


_

Udało mi się wygenerować w midjourney pokój Joshuy, dokładnie tak jak sobie go wyobrażałam w głowie. 

Także bonusik dla Was drodzy czytelnicy 😏 Zapraszam również do zostawienia komentarza, swojego zdania na temat postaci, opowiadania, albo swoich życzeń co do następnego rozdziału na blogu.


Wasza D.




piątek, 7 listopada 2025

17. To oralna katastrofa

 

Warning: Ten rozdział zawiera wyraźne sceny z podtekstem seksualnym, pomiędzy dwoma mężczyznami. Zostaliście ostrzeżeni.

muzyczka do rozdziału

- Też jesteś niebrzydki. - Roześmiał się na moje słowa. 

Podszedł do mnie i wyciągnął dłoń, którą po chwili chwyciłem wstając z dywanu. Nie wiedziałem co planuje ale już za chwilę miałem się przekonać. Jego dłoń była ciepła. Zdziwiło mnie, że przyciągnął do swoich ust moją i złożył na niej pocałunek, a po tym jakże intymnym geście, pociągnął mnie do sypialni by nasycić moje ciało swoim żarem. 

*

- Chcesz to ciało? - Zapytał wskazując na siebie, po czym dodał - To je rozpakuj. 

Siedziałem na nim okrakiem na łóżku, kiedy uniósł moją dłoń do guzików swojej koszuli. Poczułem jak przyśpiesza mi serce z ekscytacji. Zagryzłem wargi próbując być proaktywny z guzikami, ale Steven widząc moją opieszałość, pociągnął materiał wyrywając guziczki z materiału które niczym konfetti rozsypało się po podłodze sypialni. 

- Co ty robisz? - Oburzyłem się wiedząc ile teraz zajmie zbieranie ich.

- Przepraszam, poniosło mnie. - Ułagodził mnie nieco swoją skruchą.

Pozbyłem się jego koszuli i przylgnąłem niepewnie do jego torsu błądząc dłońmi po tych pięknie wyrzeźbionych mięśniach. Był seksowny tak jak zapamiętałem po pierwszej nocy w tym pokoju. Słuchałem jak oddycha, widziałem jak jego główna żyła na szyi napięła się, kiedy przejechałem w tym miejscu ustami składając delikatne pocałunki. Złapałem go za podbródek i złożyłem na jego ustach najbardziej namiętny pocałunek na jaki było mnie stać. Miałem wrażenie, że brunet się opiera, bo oddał się całowaniu z niezwykłą delikatnością. Zupełnie inaczej wyglądało to w klubie, kiedy czułem że cały płonę od samego kontaktu naszych warg. Czyżby mu się nie podobało? 

Mężczyzna odchylił się, pomagając mi rozpiąć pasek swoich spodni. Wyjąłem go ze szlufek i przejechałem skórzanym pasem z czarną metalową sprzączką od szyi po jego podbrzusze. Przyglądał mi się z niejednoznacznym uśmieszkiem. Czy to możliwe, że Steven lubi takie sprośne gierki? Szczerze, to zrobiłem to aby trochę urozmaicić nasze zbliżenie, po prostu nie jestem wcale doświadczony w porównaniu do niego, więc sięgnąłem myślami do najdalszych zakamarków pamięci, aby wyszperać coś pożytecznego. 

- Podnieca mnie to co robisz z tym paskiem. - Mruknął niczym zadowolony kot.

Jego odpowiedź upewniła mnie co do jego odczuć i wręcz zachęciła do dalszego eksplorowania tej drogi. Zatem chwyciłem koniec paska, ten bez klamry i uderzyłem go delikatnie w twarz. Jego uśmiech się pogłębił, a w nagrodę uniósł biodra i otarł się o mnie. Natychmiast po moim ciele przeszedł dreszcz. Któż by pomyślał, że ta niewinna myśl w mojej głowie otworzy drzwi do takich pieszczot. Jego oczy ściemniały wyrażając czyste pragnienie. Ciemna zieleń przywodziła na myśl szmaragdy, królewskie kamenie, które błyszczały pożądaniem.

Smagnąłem go, kolejny raz w drugi policzek, tym razem mocniej co poskutkowało lekkim czerwonym śladem pozostawionym na tej opalonej skórze. Kolejne smagnięcie pojawiło się na jego wyrzeźbionym brzuchu. Piękny sześciopak, napiął się i rozluźnił. Słyszałem jego oddech, który zmienił się w lekko chrapliwy. Odrzuciłem pasek na bok i rozpiąłem jego eleganckie spodnie. Zsunąłem się z jego ud.

- Połóż się na poduszkach. - Wykonał prośbę bez żadnego komentarza. 

Dobrałem się do jego spodni i pociągając za nogawki ściągnąłem je, zostawiając go tylko w białej bieliźnie na których widniało logo Gucci. Steven był doprawdy bardzo seksownym facetem. Podziwiałem przez chwilę jego ciało, odcień skóry, idealnie ogolone ciało. Ciekawiło mnie czy zostawił jakieś włoski pod bokserkami. 

Brunet uniósł się i zdjął białe skarpetki. Zrobiłem szybki skan jego stóp i z zadowoleniem zauważyłem, że ma króciutko obcięte paznokcie. To była jedna z rzeczy, która odpychała mnie od ludzi. Niezadbane paznokcie. Przez cieniutki materiał białej bawełny widziałem jego ogromne podekscytowanie. Przeszedł mnie dreszcz i poczułem jak moje serce zrywa się do biegu.

- Poczekaj na mnie. 

Wstałem i szybkim krokiem udałem się do salonu zgarniając ze stolika elegancką butelkę w której znajdowała się resztka alkoholu. Wychyliłem szkło do góry połykając cały płyn duszkiem, zachłannie jakby miał moc sprawczą żeby mnie uratować. Kłamałbym gdybym nie przyznał, że nie byłem pewny tego jak wypadnie moje pierwsze fellatio. Nigdy nie robiłem tego ustami dla żadnego faceta i sama myśl, że są kobiety które nazywane są oralną katastrofą nie dodawały mi otuchy. Co jeśli to będę ja? Moja pewność siebie umarłaby razem z jego bolesną miną, kiedy przerwałby odpychając mnie dłonią. 

Przed oczami stanęła mi twarz Do Yun'a z tamtej nocy. Wyrażała obrzydzenie pocałunkiem, który mu oddałem jako pierwszemu. Ścisnęło mnie w klatce piersiowej. Zacisnąłem dłoń na szyjce butelki, która nadal spoczywała w mojej chłodnej dłoni. Knykcie pobielały, tak jakby ten ucisk miał zelżeć temu w sercu.

To odrzucenie, przez członka zespołu. Przez mojego najlepszego przyjaciela, przez osobę którą tak bardzo podziwiałem i chciałem chronić przed złem tego świata. Straciłem go i tą część mnie, która kochała siebie. Ośmieszyłem go przed całym światem kpopu. Do Yun, nie zasłużył na to żeby ktoś próbował zniszczyć jego karierę, nie komuś kto nazywał się częścią jego zaufanego świata. 

- Jin, wszystko okej?


Usłyszałem jego seksowny głos i zastanawiałem się czy jego wzwód już zniknął. Potrzebowałem chwili, żeby zebrać uporczywe, chaotyczne myśli i ułożyć plan działania. W głowie skanowałem wspomnienia z wizyt w koreańskich saunach w stolicy. Żaden azjatycki penis bez wzwodu nie wygląda tak jak on. Żaden też mnie wcześniej nie interesował. Żadnego w wzwodzie nie widziałem prócz porannych sytuacji w naszym wspólnym apartamencie z chłopakami. Obleciał mnie strach. Interakcja z mężczyzną była stresująca, ale interakcja z takim rozmiarem zakrawa o zawał serca. W tym momencie nie byłem w stanie udawać pewnego siebie kochanka.  

Powinienem był jednak kupić alkohol. Alkohol był lekarstwem na moje aktualne bolączki. Serce galopowało mi w klatce piersiowej. Stres był nieodłączną częścią mojego życia jako idola, ale tym razem czułem, że nie mogę mu sprostać. Blokował moje ciało. 

Przypomniałem sobie emocje, które towarzyszyły mi podczas pierwszego występu. Miałem raptem dwadzieścia jeden lat i jako twarz zespołu stałem na przedzie. Dopiero co wypuściliśmy teledysk do singla na pierwszej płycie. Był skoczny, miły dla ucha ale i nostalgiczny. Opowiadał o pierwszej miłości z przeszłości która doprowadziła do załamania i późniejszego sukcesu. Słowa były tak szczere, prawie jakby mogły pogłaskać duszę i to ta piosenka stała się naszym biletem do sukcesu calej grupy. Feniks, bo tak wytwórnia postanowiła go nazwać, wyniósł nas na pierwsze listy przebojów MelOn* czy Gaon.* Łączyło się to oczywiście z częstszymi wywiadami, uwagą mediów, fanów i hejterów. 

Wracając do występu - był w południowo koreańskim programie muzycznym "Show Champion" emitowanym na żywo, co środa w stacji MBC M. Czułem się idiotycznie ubrany w skórzane spodnie, które uciskały moje narządy. Styliści wybrali bardzo wyzywające ubrania, jako jeden z naszych głównych konceptów. Od teraz cała stylistyka zespołu będzie tak wyglądać. Gdyby moi znajomi z polski zobaczyli mnie w tych spodniach w tamtych czasach, moja reputacja legła by w gruzach. 

MC programu wywołał nazwę mojego zespołu. Czułem jak serce dudni mi w piersi, wszystko we mnie szalało z ekscytacji. Światła fleszy oślepiały, gdy wybiegliśmy na scene. Wszystko zgasło kiedy zajęliśmy pozycje do pierwszego układu. Wstrzymałem oddech, a muzyka uderzyła razem z blaskiem świateł. Ciało samo wiło się dzięki pamięci mięśniowej. Wszystko szło jak z płatka. Tego dnia nikt się nie pomylił, a pot spływający po naszych ciałach był symbolem ciężkiej pracy jaką włożyliśmy w ostatnie lata. Ten występ, nie był jednak końcem a początkiem naszej przygody.

Wygraliśmy Champion i staliśmy się tematem na językach wielu stacji telewizyjnych i radiowych. Po tym wytwórnia przeniosła nas do lepszego domu i przycisnęli nas z zajęciami jeszcze bardziej. Presja była ogromna, ale widząc jak stajemy się coraz bardziej popularni, nie odpuszczaliśmy. Przez zaciśnięte zęby do celu. I to właśnie wtedy kiedy było najtrudniej, byłem upojony najbardziej - sukcesem i przysłowiową marchewką, która wisiała na sznurku. 

Schodząc ze sceny poczułem jak chwyta mnie lider - Park Shin Min. Brunet położył swoje ramie na moich plecach zagarniając resztę chłopaków. Zaraz obok w uścisku został uwięziony Do yun, M-ike, Kang Dae i Beom Seok. Czułem się jakbym znalazł się w Polsce z rodziną. Śmialiśmy się zmęczeni i mokrzy jak psy po deszczu. 

- Dobrze się spisaliście! A teraz zasługujemy na..? - zapytał budząc ekscytacje całej grupy.
Wszyscy jednym głosem krzyknęliśmy - Chadolbaegi!**


*
kolejna nuta do wczucia się

Odkręciłem kran drżącą dłonią. Widząc moje rozedrgane ciało czułem jak nadzieja opuszcza moje ciało, pozostawiając miejsce frustracji i beznadziejności. Nie mogłem się uspokoić, stres przejął nade mną kontrolę. Nie wiem ile czasu zajęła moja beznadziejna pielgrzymka, ale najwyraźniej zbyt długo. 

Usłyszałem pukanie do drzwi, po którym zapadła krępująca cisza pełna napięcia. Zagryzłem zęby na dolnej wardze i ruszyłem do drzwi. Zawahałem się, kiedy moja dłoń dotknęła klamki. Nacisnąłem i zobaczyłem go za drzwiami. 

Na jego twarzy odnalazłem jakiś zbitek emocji. Nie było tam jednak zirytowania, czy gniewu. Wpatrywał się w moją twarz, był całkiem nagi pomijając białe bokserki. Zupełnie tak jak go zostawiłem. Otoczył mnie jego zapach kiedy się do mnie zbliżył, biorąc moją twarz w swoje dłonie. Ciepło spojrzenia, tych zielonych oczu otulił mnie i sprawił że żołądek skoczył salto. Czy ja oszalałem? Czy to są motyle w brzuchu? Poczułem jego ciepły oddech na moich ustach, dzięki czemu przestałem je zagryzać.

- Nie musimy nic robić jeśli to zbyt stresujące dla ciebie w tej chwili. - Poczułem jak pogładził mój policzek swoim kciukiem. Po chwili do tej niezwykle hipnotyzującej czułości dołączyły jego usta. Cichutki cmok dotarł do moich uszu. 

- Jesteś taki uroczy, że mógłbym cię teraz schrupać. - Obdarzył mnie delikatnym uśmiechem. 

- W kawiarnii..

- W kawiarni za mocno na ciebie naciskałem. Musisz wiedzieć, że faceci to czasami fiuty i myślą złym narządem.  

Jego poczciwe podejście i cierpliwość jaką mi teraz okazał spowodowała, że moja dusza poczuła się bezpośrednio dotknięta. Nie mogłem mu tego pokazać. Łzy napłynęły mi do oczu i poczułem potrzebę odepchnięcia go. Ciepło które mi okazał, moja reakcja wymagała zbudowania wokół siebie muru i dystansu. W środku rozpadałem się z każdą sekundą i nie wiedziałem jak długo jeszcze dam radę wstrzymywać łzy. 

- Zadzwonię jutro. - Zagryzłem usta i opuściłem głowę w dół. 

Widziałem jak jego stopy stojące między moimi, drgnęły przez chwilę zmieniając środek ciężaru z jednej na drugą. Pocałował mnie w policzek

- Będę czekał.

*

Pierwszy raz ktoś okazał mi takie pobłażanie i zrozumienie. Dotknęło mnie to dogłębnie. Odczekałem aż się ubrał i ulotnił z mojego mieszkania i ułożyłem się w łóżku w którym jeszcze chwilę temu byliśmy razem. Czułem zapach jego perfum. Moje mieszkanie na każdym kroku przypominało mi o wizycie gościa. Na podłodze nadal nieznośnie porozrzucane, leżały guziki które odpadły kiedy Steven rozerwał koszulę próbując mi pomóc go rozebrać. Sprzątanie ich zajmie mi wieki. Uśmiechałem się do siebie, a po policzkach spływały mi łzy. Szloch wstrząsnął moim zmęczonym ciałem, na kolejne parę godzin. Jego piżmowy zapach trochę koił moją duszę, ale mój rozum już galopował w stronę nieprzyjemnych myśli. Prawie wszystkie noce ostatnich dwóch tygodni, kończyły się bardziej lub mniej świadomym płaczem. Nie panowałem nas swoim umysłem, nerwami i przyszłością. Zamknąłem laptop widząc te same, niegasnące wyniki wyszukiwania po wpisaniu mojego imienia i nazwiska. Objąłem się ramionami przekręcając się na bok. 

- Alexa włącz piosenkę Jackson Wang "Champagne cool"

*

Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Był już następny dzień. Przespałem końcówkę wczorajszego dnia i jeszcze całą noc. Wstając z łóżka spojrzałem w stojące przed nim lustro. Miałem opuchnięte oczy jak królik na którym testuje się nowe kosmetyki. Miałam na sobie ubrania z wczoraj. Lniany, czarny set i bose stopy. Ubranie odsłaniało całkowicie moją klatkę piersiową przez guziki, które były rozpięte do samego dołu. Podszedłem do drzwi wejściowych i otworzyłem je, jeszcze na wpół zaspany i zniechęcony życiem. 

W najśmielszych koszmarach nie myślałem, że spotkam sąsiada z dołu. Czy bardziej powinienem nazwać go stalkerem. Musiałem wyglądać jak obraz rozpaczy, bo zrobił zdziwioną minę i cofnął się o krok. 

- Przestań mnie nachodzić! Cholerny stalker! Jeszcze raz i zadzwonię po policję.

Zatrzasnąłem drzwi zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Trząsłem się ze złości i po części również z niepokoju. Dlatego kupiłem mieszkanie w luksusowym budynku, żeby nie musieć martwić się takimi ludźmi. Ten budynek ma ponoć najlepszą ochronę w apartamentowcach warszawskich. Pierdolenie. Wiedziałem, że telefon do administracji/ochrony może postawić mnie w jeszcze większym świetle reflektorów, więc zaniechałem tej myśli. Zamiast tego zadzwoniłem do mojej siostry. Jeśli ktoś miałby mi pomóc, to ona.


*nazwy najpopularniejszych list przebojów w Korei Południowej.
** Chadolbaegi to niemarynowana wołowina przyrządzana na koreańskim grillu. Często o dużo wyższej jakości niż mięso serwowane w europie. 



 ___

Pisałam ten rozdział jak widzicie parę miesięcy. Wracałam do niego, pisałam go na nowo i.. i bez powodzenia. Żadna wersja nie trzymała mi się głównego aspektu. Bardzo nie chciałam aby Jin wyszedł na neurotyka i pizdeczkę, którą przecież nie jest. Jest utalentowanym, silnym psychicznie młodym mężczyzną któremu zawalił się na głowę świat. Jak wam się podoba daddy Steven? 

Drama z obecnym rozdziałem zażegnana. Idę od razu pisać następny. Może wrzucę wam kiedyś inne wersje tego rozdziału które sobie zapisałam. Bywajcie 

Wasza D.




Popularne rozdziały